Cześć, dzień dobry, dobry wieczór
Jadę. Po prostu jadę. Wał, twardy grzbiet jest moją ścieżką, moją drogą do niczego. Rower🚴 niemal nie wydaje dźwięku, tylko cichy szum opon po nierównej płycie i delikatny zgrzyt piasku.
I wiatr. On nie jest przeciwnikiem, nie walczę z nim. On jest moim towarzyszem, moją siłą. Czasem uderzy z boku, zmuszając do lekkiej korekty kierunku, jakby chciał przypomnieć:
"Hej, ja tu jestem. Czujesz?"
Czuję.
W jego szumie słyszę czystość.
Zmywa ze mnie cały kurz codzienności, wszystkie "muszę" i "powinnam".
W jego oddechu jest wolność.
A przede mną – pusta plaża.🌊 Bezkresna, jaśniejsza taśma piasku, po której fale rysują wzory i natychmiast je wymazują. Ta przestrzeń dzisiaj należy tylko do mnie. Jestem intruzem, który nie narusza jej spokoju, a tylko mu się przysłuchuje. Jestem gościem, któremu natura odsłania swoje najcichsze, najskrytsze oblicze.
I wtedy to przychodzi.
To ciche, promieniujące ciepło, które rodzi się gdzieś w splocie słonecznym i rozlewa się po całym ciele. To szczęście☺️.
Wolność mija szczęście na tej wąskiej ścieżce. One nie są tym samym.
Wolność jest tą pustką, tym wiatrem, tą możliwością pedałowania w nieskończoność.
A szczęście? To jest wewnętrzny uśmiech, który odpowiada na tę wolność.
To zgoda, która nie wymaga słów. W tej chwili nie chcę być nigdzie indziej. Nie myślę o tym, dokąd jadę. Nie myślę o tym, skąd przybywam. Po prostu jestem.
Jadę dalej. Wiatr owiewa twarz, słońce☀️ grzeje plecy, a koła wycinają kilometry, które nie mają znaczenia. To jest mój moment. Czysty, ulotny, doskonały. Chwila, w której wolność i szczęście jadą ramię w ramię na rowerze, wzdłuż pustej plaży. I nic więcej się nie liczy.
Taka dzisiaj ta moja niedziela.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz