Cześć, dzień dobry, dobry wieczór.
Dziś chcę porozmawiać z Tobą o dobrostanie.
O słowie, które coraz częściej pojawia się w rozmowach o zdrowiu, psychologii, świadomym życiu i dbaniu o siebie. A jednak mam wrażenie, że czasami sprowadzamy dobrostan do czegoś znacznie prostszego, niż jest w rzeczywistości.
Do dobrego nastroju.
Do chwili relaksu.
Do wyjazdu, masażu, kąpieli, świecy, dobrej kawy czy dnia bez obowiązków.
A przecież dobrostan to coś znacznie głębszego.
Dla mnie dobrostan nie oznacza tego, że każdego dnia jestem szczęśliwa, spokojna i wolna od trudnych emocji.
Nie oznacza też życia bez problemów, rozczarowań, zmęczenia czy gorszych dni.
Dobrostan to dla mnie relacja, jaką mam ze sobą i sposób, w jaki troszczę się o siebie na co dzień.
To stan pewnej wewnętrznej równowagi, który buduję poprzez małe, powtarzalne wybory. To świadomość tego, czego potrzebuje moje ciało, czym karmią się moje myśli, jakie emocje dopuszczam do głosu, jakie relacje tworzę i na co każdego dnia świadomie daję swoją uwagę.
Dobrostan jest więc czymś, co się buduje, a nie czymś, co się po prostu znajduje.
Dobrostan to coś więcej niż dobre samopoczucie
Człowiek jest całością.
Nie możemy oddzielić ciała od emocji, emocji od myśli, myśli od relacji, a relacji od naszego poczucia bezpieczeństwa i wewnętrznego spokoju.
Dlatego dobrostan ma dla mnie wiele wymiarów.
To troska o ciało, ale również o psychikę. To odpoczynek, ale także umiejętność stawiania granic. To ruch, odżywianie i sen, ale również to, czym karmimy swój umysł. To relacje z innymi, ale także relacja z samą sobą.
Można przecież bardzo dobrze wyglądać, a jednocześnie być wewnętrznie wyczerpaną.
Można mieć piękne życie na zewnątrz i czuć pustkę w środku.
Można dużo osiągać, a jednocześnie zupełnie nie mieć kontaktu ze sobą.
Dlatego coraz bardziej wierzę w to, że dobrostan zaczyna się nie wtedy, kiedy wszystko w naszym życiu jest idealne, ale wtedy, kiedy zaczynamy uważnie przyglądać się sobie.
Czego naprawdę potrzebuję?
Co mi służy?
Co mnie wzmacnia?
Co odbiera mi energię?
Czego mam za dużo?
Czego jest w moim życiu za mało?
I przede wszystkim: czy ja w ogóle siebie słucham?
Dobrostan zaczyna się od codziennych wyborów
Czasami myślimy, że aby coś zmienić, potrzebujemy wielkiej rewolucji.
A ja coraz bardziej przekonuję się, że dobrostan powstaje z małych rzeczy.
Z tego, o której kładę się spać.
Czy daję swojemu ciału wystarczająco dużo odpoczynku.
Co jem i czym odżywiam swoje ciało.
Czy mam w ciągu dnia chwilę ciszy.
Czy pozwalam sobie zwolnić.
Czy wychodzę na spacer.
Czy znajduję czas na praktykę na macie.
Czy oddycham świadomie.
Czy potrafię zatrzymać się choć na kilka minut i po prostu być.
Dla mnie ogromne znaczenie ma właśnie ta codzienna uważność.
Poranna praktyka, oddech, cisza, gorąca woda, ruch, medytacja. Czasami kawa lub herbata wypita bez pośpiechu. Spacer. Kontakt z naturą. Chwila, w której nie muszę niczego robić i nikomu niczego udowadniać.
To nie są wielkie wydarzenia.
Z takich małych chwil składa się moje życie.
I właśnie z nich buduję swój dobrostan.
Czym karmisz swoje ciało?
To pytanie wydaje mi się niezwykle ważne.
Dobrostan zaczyna się również od tego, co dostarczamy swojemu organizmowi.
Z czasem coraz bardziej świadomie wybieram, co jem i jak traktuję swoje ciało. Zwracam uwagę na jakość jedzenia, na to, czego potrzebuję, ale również na to, jak się po nim czuję.
Nie chodzi mi o perfekcję.
Nie wierzę w życie podporządkowane zakazom i nakazom.
Chodzi o świadomość.
O pytanie: czy to, czym się karmię, rzeczywiście mnie odżywia?
I nie mam na myśli wyłącznie jedzenia.
Bo przecież karmimy się również tym, co oglądamy, czego słuchamy, jakie treści wpuszczamy do swojej głowy i jakimi ludźmi się otaczamy.
Możemy zjeść bardzo zdrowy posiłek, a później przez kilka godzin karmić umysł lękiem, porównywaniem się, negatywnymi informacjami czy cudzym życiem.
Dlatego dla mnie dobrostan obejmuje również higienę własnej uwagi.
Coraz bardziej świadomie wybieram, czym się otaczam.
Co oglądam.
Czego słucham.
Co czytam.
Z kim rozmawiam.
Jakie myśli pielęgnuję.
To, czemu regularnie daję swoją uwagę, zaczyna mieć wpływ na moje samopoczucie, sposób myślenia i postrzeganie świata.
Dobrostan to również sen i odpoczynek
Przez wiele lat można funkcjonować w przekonaniu, że odpoczynek jest czymś, na co trzeba sobie zasłużyć.
Najpierw wszystko zrobić.
Zająć się innymi.
Wypełnić obowiązki.
Odpowiedzieć na wiadomości.
Dopiero później można pomyśleć o sobie.
Dziś patrzę na to inaczej.
Odpoczynek nie jest nagrodą za produktywność.
Jest potrzebą człowieka.
Sen nie jest stratą czasu.
Jest jednym z fundamentów naszego funkcjonowania.
Jeśli jestem niewyspana, przeciążona i cały czas działam na wysokich obrotach, trudno mówić o prawdziwym dobrostanie.
Dlatego uczę się również sprawdzać, czy odpowiednio długo śpię i czy rzeczywiście pozwalam sobie na regenerację.
Nie tylko wtedy, kiedy już nie mam siły.
Dobrostan to relacja z własnymi myślami
To jeden z obszarów, który jest dla mnie szczególnie ważny.
Bo nie zawsze mam wpływ na to, co wydarza się wokół mnie.
Mam jednak wpływ na to, jak długo pozostaję w określonej myśli, jakie znaczenie jej nadaję i czym pozwalam karmić swój umysł.
Nie chodzi o udawanie, że wszystko jest dobrze.
Nie chodzi o pozytywne myślenie za wszelką cenę.
Nie chodzi o zakładanie różowych okularów.
Życie przynosi straty, rozczarowania, trudne doświadczenia i sytuacje, których nie możemy zmienić.
Dobrostan nie polega na tym, żeby tego nie czuć.
Wręcz przeciwnie.
Dla mnie oznacza zgodę na to, że również trudne emocje są częścią życia.
Złość.
Smutek.
Żal.
Strach.
Bezsilność.
One również mają swoje miejsce.
Ale dobrostan oznacza dla mnie uczenie się, jak przez te emocje przechodzić, zamiast pozwalać im przejąć całe moje życie.
To również umiejętność zatrzymania się i zapytania:
Czy to, co właśnie myślę, naprawdę mi służy?
Czy ta myśl jest faktem?
Czy jest tylko moją interpretacją?
Czy mogę spojrzeć na tę sytuację inaczej?
I czasami właśnie w tym miejscu zaczyna się zmiana.
Nie zmieniam wydarzenia.
Zmienia się moje podejście do niego.
Dobrostan to także relacje
Nie jesteśmy stworzeni do życia w całkowitym odosobnieniu.
Potrzebujemy bliskości, rozmowy, obecności, poczucia przynależności.
Ale relacje mogą być również źródłem ogromnego przeciążenia.
Dlatego budowanie dobrostanu to dla mnie także uczenie się, które relacje mnie wzmacniają, a które odbierają mi spokój.
To stawianie granic.
To mówienie „nie”, kiedy naprawdę chcę powiedzieć „nie”.
To rezygnowanie z potrzeby ciągłego zadowalania innych.
To zrozumienie, że dbanie o siebie nie jest egoizmem.
Przez długi czas możemy myśleć, że jesteśmy dobrzy dla innych wtedy, kiedy jesteśmy zawsze dostępni, pomocni i gotowi zrezygnować z siebie.
Dzisiaj wiem, że mogę kochać, wspierać i być blisko innych, nie opuszczając przy tym samej siebie.
A co z wewnętrznym spokojem?
Dla mnie dobrostan jest mocno związany z wewnętrznym spokojem.
Nie takim spokojem, w którym nic się nie dzieje.
Tylko takim, w którym nawet kiedy życie nie układa się dokładnie tak, jak chciałam, mam w sobie miejsce, do którego mogę wrócić.
Tym miejscem jest dla mnie oddech.
Medytacja.
Praktyka.
Cisza.
Kontakt z naturą.
Wdzięczność.
Świadoma obecność.
To właśnie dlatego tak ważna jest dla mnie praktyka na macie, joga, medytacja i praca z oddechem. Nie dlatego, że dzięki nim życie nagle staje się idealne.
Tylko dlatego, że dzięki nim uczę się wracać do siebie.
A przecież właśnie o to chodzi.
Nie o to, żeby nigdy nie wypaść z równowagi.
Tylko o to, żeby wiedzieć, jak do siebie wrócić.
Dobrostan nie jest stanem permanentnego szczęścia
To chyba jedna z najważniejszych rzeczy, które chciałabym powiedzieć.
Nie chcę żyć w przekonaniu, że jeśli jestem smutna, zmęczona albo mam gorszy dzień, to znaczy, że coś robię źle.
Dobrostan nie oznacza ciągłego uśmiechu.
Nie oznacza życia bez problemów.
Nie oznacza również tego, że zawsze mam energię i motywację.
Dla mnie dobrostan jest bardziej jak wewnętrzna baza.
Poczucie, że jestem po swojej stronie.
Że potrafię siebie usłyszeć.
Że zauważam, kiedy potrzebuję odpoczynku.
Że umiem powiedzieć „dość”.
Że potrafię zwolnić.
Że nie muszę cały czas być silna.
Że mogę przeżywać trudne emocje, a jednocześnie nie tracić kontaktu ze sobą.
Jak więc budować swój dobrostan?
Myślę, że warto zacząć od prostych pytań.
Jak się naprawdę czuję?
Nie jak powinnam się czuć.
Nie jak chciałabym się czuć.
Tylko jak naprawdę się czuję.
Czego potrzebuje dziś moje ciało?
Snu? Ruchu? Odpoczynku? Dobrego jedzenia? Ciszy?
Czym karmię swój umysł?
Jakie treści oglądam? Czego słucham? Jakie myśli powtarzam sobie każdego dnia?
Jakie relacje buduję?
Czy są w nich wzajemność, szacunek, bezpieczeństwo i przestrzeń na bycie sobą?
Czy potrafię odpoczywać bez poczucia winy?
Czy mam w swoim życiu miejsce na ciszę?
Czy umiem być ze sobą bez potrzeby ciągłego zajmowania czymś uwagi?
Czy moje codzienne wybory przybliżają mnie do życia, którego naprawdę chcę?
I jeszcze jedno pytanie, chyba najważniejsze:
Czy jestem dla siebie kimś, o kogo naprawdę dbam?
Dobrostan buduje się codziennie
Nie wierzę, że pewnego dnia osiągniemy jakiś magiczny poziom dobrostanu i już na zawsze tam zostaniemy.
Życie się zmienia.
My się zmieniamy.
Zmieniają się nasze potrzeby, relacje, możliwości, priorytety i wartości.
Dlatego dobrostan jest dla mnie procesem.
Codziennym powracaniem do siebie.
Czasami poprzez jogę.
Czasami poprzez medytację.
Czasami poprzez spacer i kontakt z naturą.
Czasami poprzez sen.
Czasami poprzez odpuszczenie czegoś, co kiedyś wydawało mi się bardzo ważne.
Czasami poprzez powiedzenie „nie”.
A czasami po prostu poprzez świadomy oddech i zatrzymanie się na kilka chwil.
Coraz bardziej rozumiem, że troska o siebie nie musi być spektakularna.
Nie musi wyglądać jak wielka zmiana życia.
Może wyglądać jak wcześniejsze pójście spać.
Jak wyłączenie telefonu.
Jak ugotowanie sobie dobrego posiłku.
Jak wyjście na spacer.
Jak kilka minut ciszy.
Jak zauważenie własnych emocji.
Jak odpuszczenie sobie tego, że dzisiaj nie jestem tak produktywna, jak planowałam.
Jak wybór tego, co naprawdę mi służy.
Dobrostan zaczyna się od siebie.
Dzisiaj nie chcę już budować swojego życia wyłącznie wokół tego, czego potrzebują inni.
Nie chcę czekać z odpoczynkiem do momentu, aż wszystko będzie zrobione.
Nie chcę odkładać siebie na później.
Bo wiem, że „później” może nigdy nie nadejść.
Chcę być uważna na siebie tu i teraz.
Chcę świadomie wybierać, co jem, czego słucham, co oglądam, o czym myślę, z kim spędzam czas i jak traktuję własne ciało.
Chcę pamiętać o śnie, oddechu, ruchu, ciszy i odpoczynku.
Chcę mieć przestrzeń na relacje, ale również na samotność.
Chcę pozwalać sobie na radość, ale nie uciekać od trudnych emocji.
Chcę być blisko siebie również wtedy, kiedy nie wszystko układa się tak, jak sobie wymarzyłam.
Dziś dobrostan rozumiem nie jako idealne życie.
Rozumiem go jako świadome życie.
Życie, w którym jestem obecna.
W którym słucham siebie.
W którym nieustannie uczę się rozpoznawać swoje potrzeby.
W którym nie próbuję już być wszystkim dla wszystkich, zapominając o sobie.
I może właśnie dlatego dobrostan nie jest dla mnie celem, który trzeba kiedyś osiągnąć.
Jest codzienną praktyką.
Sposobem bycia ze sobą.
Małymi decyzjami, które każdego dnia mówią:
„Jesteś ważna. Zadbaj o siebie. Wróć do siebie.”
I może warto dziś zatrzymać się na chwilę i zadać sobie jedno pytanie:
Jak wyglądałoby moje życie, gdybym naprawdę zaczęła traktować swój dobrostan jako coś ważnego, a nie jako coś, na co znajdę czas dopiero wtedy, kiedy zadbam już o wszystko i wszystkich?
OLA SIĘ ŚMIEJE...dba o swój dobry stan.