Cześć, dzień dobry, dobry wieczór.
Siadam w swoim zielonym fotelu. Wybieram nieucieczkę. Nie porywa mnie wir prezentów, porządków, zakupów, "obowiązkowych" spotkań.
Odpuszczam.
W spokoju, który jest moim świadomym wyborem, robię przestrzeń.
Na parapecie stoją, kupione dzisiaj, małe, białe domeczki. Ich okna są żółtymi plamami światła.
Patrzę na nie i myślę, że każdy z nich mógłby być osobnym światem. Światem, w którym nie trzeba biegać, krzątać się, spełniać oczekiwań.
W dłoniach trzymam szklankę z herbatą. Ciepło przenika przez szkło, rozchodzi się po palcach, uspokaja.
I wtedy wkracza ten zapach.
Pomarańcza, której skórkę skrobię paznokciem, uwalniając ostry, słoneczny olejek. Goździki jak małe, drewniane gwiazdeczki. Cynamon – ciepły, słodkawy, jak objęcie. I imbir, który przecina wszystko i rozgrzewa od środka.
Piję powoli.
W pokoju panuje cisza. Nie jest to cisza pusta czy przytłaczająca. Jest gęsta, pełna. Wypełnia ją zapach przypraw i miękkie światło lampek.
I czuję to. Czułe, ciche szczęście🤍. To głębokie, spokojne przekonanie, że w tym właśnie momencie, w tym małym, oświetlonym kącie, wszystko jest tak, jak ma być. Że szczęście nie zawsze jest w wielkich wydarzeniach, w tłumie, w gwarze. Czasem jest właśnie w tym: w świadomym wycofaniu się.
Grudzień bez śniegu na zewnątrz jest szary i goły. Ale wewnątrz, w świetle tych małych domków i w cieple tej herbaty, rozkwita inny rodzaj magii. Magia obecności. Magia wystarczającości tego jednego, doskonałego momentu.
OLA SIĘ ŚMIEJE...LUBI MOMENTY ZATRZYMANIA

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz