Cześć, dzień dobry, dobry wieczór,
są w moim życiu momenty, w których wszystko przypomina wzburzone morze.Myśli przyspieszają, emocje unoszą się wysoko jak fale, a ja przez chwilę tracę z oczu kierunek.
I właśnie wtedy najbardziej czuję, jak ogromną rolę odgrywa w moim życiu medytacja.
Nie wyobrażam sobie być tu, gdzie jestem i być tym, kim jestem bez niej.
Często będąc nad morzem, patrząc na latarnię morską stojącą niewzruszenie pośród wysokich fal, widzę w niej coś więcej niż tylko budowlę. Widzę symbol. Widzę odpowiedź.
Często będąc nad morzem, patrząc na latarnię morską stojącą niewzruszenie pośród wysokich fal, widzę w niej coś więcej niż tylko budowlę. Widzę symbol. Widzę odpowiedź.
Widzę siebie — albo raczej tę część mnie, do której wracam, gdy świat zewnętrzny zaczyna być zbyt głośny.
Dla mnie medytacja jest jak latarnia morska.
Nie zatrzymuje fal.
Nie sprawia, że morze nagle staje się idealnie spokojne. Ale daje światło. Daje punkt odniesienia.
Daje poczucie, że nawet w największym chaosie istnieje coś stałego, coś pewnego, coś, co prowadzi.
Kiedy medytuję, wracam do tego światła.
Wracam do oddechu, który jest zawsze tu i teraz.
Wracam do ciszy, która nie znika — nawet jeśli na co dzień jest zagłuszona.
Wracam do siebie — tej prawdziwej, głębokiej, nieporuszonej przez chwilowe sztormy.
I to właśnie w tej przestrzeni zaczynają dziać się rzeczy, które trudno opisać słowami.
Umysł, który na co dzień analizuje, ocenia i kontroluje, zaczyna się wyciszać.
A kiedy cichnie… pojawia się coś więcej. Przestrzeń.
Lekkość.
Klarowność.
Czuję, jakby wewnątrz mnie powstawały nowe ścieżki — nowe sposoby patrzenia, reagowania, odczuwania. Jakby energia, która wcześniej była zablokowana lub rozproszona, zaczynała płynąć swobodniej, spokojniej, bardziej harmonijnie.
To nie jest nagła zmiana. To proces. Subtelny, ale niezwykle głęboki.
Czuję, jakby wewnątrz mnie powstawały nowe ścieżki — nowe sposoby patrzenia, reagowania, odczuwania. Jakby energia, która wcześniej była zablokowana lub rozproszona, zaczynała płynąć swobodniej, spokojniej, bardziej harmonijnie.
To nie jest nagła zmiana. To proces. Subtelny, ale niezwykle głęboki.
Medytacja otwiera też drzwi do spotkania z tą częścią mnie, której na co dzień nie dopuszcza rozbiegany umysł.
Z intuicją.
Z ciszą. .
Z czymś, co można nazwać duszą, wyższym ja — jakkolwiek to czujesz.
To spotkanie nie jest spektakularne.
To spotkanie nie jest spektakularne.
Nie zawsze przynosi wielkie odpowiedzi.
Ale daje coś znacznie cenniejszego — poczucie, że jestem połączona.
Ale daje coś znacznie cenniejszego — poczucie, że jestem połączona.
Ze sobą.
Z życiem.
Z czymś większym.
I nagle zaczyna się zmieniać wszystko.
Z trybu walki i napięcia przechodzę w stan spokoju.
Z potrzeby kontroli — w zaufanie.
Z chaosu — w wewnętrzną ciszę.
I pojawia się to ciche, ale bardzo wyraźne uczucie:
że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być.
Nie dlatego, że wszystko jest idealne.
Ale dlatego, że ja wracam do swojego światła.
I nagle zaczyna się zmieniać wszystko.
Z trybu walki i napięcia przechodzę w stan spokoju.
Z potrzeby kontroli — w zaufanie.
Z chaosu — w wewnętrzną ciszę.
I pojawia się to ciche, ale bardzo wyraźne uczucie:
że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być.
Nie dlatego, że wszystko jest idealne.
Ale dlatego, że ja wracam do swojego światła.
Tak jak latarnia morska — stojąca niewzruszenie pośród fal — nie przestaje świecić, tak i ja uczę się nie tracić kontaktu ze sobą, niezależnie od tego, co dzieje się na zewnątrz.
I może właśnie na tym polega praktyka.
Nie na tym, żeby uciszyć świat.
Ale na tym, żeby odnaleźć w sobie miejsce, które jest ciche — niezależnie od wszystkiego.
OLA SIĘ ŚMIEJE..wraca do swojego światła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz