Cześć, dzień dobry, dobry wieczór
Wiosnę przywitałam tak, jak czułam — całym sobą.
Nie było w tym planu ani oczekiwań. Była za to uważność i zgoda na to, co pojawiało się we mnie z każdą chwilą.
Kwiaty przypomniały mi o delikatności.
O tej części mnie, która nie potrzebuje się spieszyć, udowadniać ani walczyć. Która po prostu jest — cicha, miękka, a jednocześnie pełna życia.
Ruch obudził moje ciało.
Poczułam, jak energia zaczyna krążyć swobodniej, jakby każda komórka mówiła: „jestem gotowa”. Gotowa na nowe, na świeżość, na zmianę.
Był też długi spacer po plaży.
Wiatr rozwiewał moje myśli i zabierał to, co już nie było moje. To, co ciężkie, przeterminowane, niewspierające. Z każdym krokiem robiło się we mnie więcej przestrzeni — na oddech, na ciszę, na prawdę.
I były te pierwsze kilometry biegu…
Które okazały się czymś znacznie więcej niż tylko wysiłkiem fizycznym.
Były ruchem.
Były decyzją.
Były powrotem do mocy, która zawsze była we mnie — tylko czasem przykryta warstwami codzienności, zmęczenia czy wątpliwości.
Czuję, jak wraz z wiosną coś we mnie się otwiera.
Jakby pojawiła się nowa przestrzeń — na więcej życia, więcej czucia, więcej mnie.
Jest we mnie teraz większa troska o ciało.
Ale to nie jest troska wynikająca z presji czy kontroli. To czuła, uważna obecność.
To słuchanie siebie.
Reagowanie na swoje potrzeby. Dawanie sobie tego, co naprawdę odżywia — nie tylko fizycznie, ale też emocjonalnie i duchowo.
I znów dostałam potwierdzenie.
Takie, którego nie da się pomylić.
Ciche, ale bardzo wyraźne.
Że idę swoją drogą.
Że wybieram prawdę — nawet jeśli czasem nie jest najłatwiejsza.
Że szacunek do siebie przestaje być tylko ideą, a staje się fundamentem mojego życia.
Stawiam granice.
Nie jako mur oddzielający mnie od świata, ale jako przestrzeń, w której mogę oddychać.
W której jestem ważna.
W której moje „tak” i moje „nie” mają znaczenie.
Jestem kobietą, która kocha wolność.
I dziś naprawdę ją wybieram — w małych i dużych decyzjach, w codziennych krokach, w tym, że nie czekam, aż ktoś pokaże mi drogę.
Idę sama…
Ale nie czuję samotności.
Czuję pełnię bycia ze sobą.
Patrzę na siebie z wdzięcznością.
Za odwagę.
Za miękkość.
Za to, że mimo wszystkiego — nie przestałam siebie słuchać.
I czuję spokój.
Taki prawdziwy, głęboki, który nie zależy od okoliczności.
że jestem dokładnie tam, gdzie powinna być.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz