Cześć, dzień dobry, dobry wieczór — zależnie od pory dnia, w której zaglądacie tu do mojej małej, wirtualnej przestrzeni.
Za "chwilę " przywitamy hucznie nowy 2026 rok, a ja czuję tę cichą, potrzebę, żeby zamknąć w słowach rok 2025, który właśnie odchodzi.
I wiecie co?
To nie będzie klasyczne podsumowanie z listą osiągnięć.
To będzie list wdzięczności.
Bo przede wszystkim jestem wdzięczna. Głęboko, spokojnie.
2025 był dla mnie rokiem, w którym nauczyłam się odwagi nie tylko do sięgania po nowe, ale i do delikatnego, acz stanowczego zamykania tego, co się już wyczerpało. Stare wzorce, relacje, które nie miały już dla nas przestrzeni, przekonania, które ograniczały. Pozwoliłam im odejść. Bez gwałtownych pożegnań, ale z ciszą i szacunkiem. A w te uwolnione miejsca weszło światło i oddech. I odwaga. Odwaga, by otworzyć zupełnie nowe drzwi, o których istnieniu wcześniej tylko marzyłam.
A w centrum tej zmiany była moja droga, moja podróż do siebie poprzez Jogę Kundalini. To nie było hobby ani chwilowa fascynacja – to była stała, codzienna pielgrzymka do własnego wnętrza. Jej zwieńczeniem i jednocześnie potężnym katalizatorem była 9-miesięczna Jupiter Kriya (Krija na Prosperity), którą w listopadzie ukończyłam. Te dziewięć miesięcy regularnej, dyscyplinowanej praktyki nie było po prostu ćwiczeniem ciała i umysłu. To było odsłanianie mojej własnej ścieżki do wolności. Pokazała mi, że moje prawdziwe prosperity to nie tylko kwestia materialna, ale przede wszystkim stan ducha: poczucie obfitości wewnętrznej przestrzeni, jasności celu i odwagi, by iść za własnym światłem.
Ten rok niósł ze sobą też piękne, geograficzne podróże, które odzwierciedlały tę wewnętrzną ekspansję. W pamięci mam migotliwość błękitnego morza, które zdaje się nie mieć końca. Ale mam też w sercu zupełnie inny obraz – górskie szlaki, które przymierzałam z synem i przyjaciółmi. Te wspólne wędrowanie, krok za krokiem, gdzie rozmowy płynęły swobodnie, a cisza między słowami była tak samo ważna. Zapach igliwia, uczucie zmęczenia w nogach na szczycie i ta nieopisana radość, gdy cały świat u naszych stóp. To była inna forma odkrywania – nie tylko świata, ale i siły naszej wspólnoty.
I oczywiście, te egzotyczne zapachy i smaki, które na zawsze zostaną w mojej pamięci.
Ale te wszystkie zewnętrzne podróże były nierozerwalnie splecione z tą wewnętrzną, jogiczną ścieżką. Każda góra zdobyta na zewnątrz przypominała mi o tej, którą pokonywałam w ciszy porannej medytacji. Każda nowa przestrzeń, którą zobaczyłam, odpowiadała nowej przestrzeni, którą odnalazłam w sobie.
Wdzięczność za ludzi. Za Przyjaciół z wielkiej litery – tych, którzy byli przy mnie blisko, którzy słyszeli moje milczenie i rozumieli mój śmiech, także tych, z którymi wspinałam się po górskich ścieżkach. Ich obecność to dar. Ale jestem też wdzięczna za tych, którzy w tym roku odeszli z mojej przestrzeni. Żegnam ich bez żalu, z przekonaniem, że nasze ścieżki spotkały się na tyle, na ile miały. Ich odejście nie było stratą, a częścią naturalnego porządku rzeczy. Dzięki temu wiem, jak cenić tych, którzy zostali.
To był dobry rok. Prawdziwy. Autentyczny. Pełen życia, od morskich fal po górskie wędrowanie, od porannej maty do szczytów codziennych wyzwań.
A teraz… teraz czeka na mnie 2026. I wchodzę w niego z zupełnie inną jakością, wypracowaną dzięki mojej praktyce. Z jasno widzianym, konkretnym marzeniem w dłoniach.
Z pragnieniem, które noszę w sercu od kilku lat, a które Jupiter Kriya pomogła mi uwierzyć, że jest nie tylko możliwe, ale i przeznaczone. Czasami tliło się ledwie, czasami płonęło jasno, ale nigdy nie zgasło. Teraz mam na nie przestrzeń, siłę, odwagę zdefiniowaną jako wolność wewnętrzną i niezachwianą wiarę, że moje prosperity jest moim naturalnym stanem.
Czekam na Ciebie, Nowy Roku.
Wchodzę w Ciebie z otwartymi ramionami, z lekkością jogina po głębokiej medytacji i z niegasnącą iskierką ciekawości w sercu. Z wiarą, że ścieżka, którą odkryłam, prowadzi dalej, w stronę spełnienia.
OLA SIĘ ŚMIEJE...Dziękuję, że tu jesteście. Dzięki, że podróżujecie ze mną.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz