Cześć, dzień dobry, dobry wieczór.
Mam dzisiaj dla Ciebie pytanie, które być może zostanie z Tobą trochę dłużej.
Ile jeszcze musi się wydarzyć, żebyś wreszcie pozwolił sobie być szczęśliwy?
Ile pieniędzy musi pojawić się na koncie?
Ile sukcesów musisz osiągnąć?
Ile razy ktoś musi Cię docenić, pochwalić, poklepać po ramieniu i powiedzieć: „Jesteś naprawdę dobry”?
Czy potrzebujesz kolejnego awansu, lepszej pracy, większego domu, wyższego statusu, kolejnego wyjazdu?
A może czekasz na coś zupełnie innego?
Na moment, w którym będziesz mieć więcej czasu. Wtedy odpoczniesz. Wtedy zadbasz o zdrowie. Wtedy zaczniesz robić to, czego naprawdę potrzebujesz.
Tylko że bardzo łatwo można przeżyć życie w trybie:
„Będę szczęśliwy, kiedy…”
Kiedy zarobię więcej.
Kiedy schudnę.
Kiedy znajdę miłość.
Kiedy dzieci będą szczęśliwe.
Kiedy będę mieć więcej czasu.
Kiedy wreszcie wszystko poukładam.
Tylko czy naprawdę istnieje taki moment, w którym wszystko jest już poukładane?
Czy lista rzeczy do zrobienia kiedykolwiek się kończy?
Czy życie rzeczywiście zaczyna się dopiero wtedy, kiedy osiągniemy wszystko, co sobie założyliśmy?
Coraz częściej myślę, że nie.
Życie nie czeka na moment, w którym wreszcie spełnimy wszystkie warunki. Ono dzieje się teraz.
Ostatnio zobaczyłam na pomoście dwa leżaki.
Stały sobie spokojnie, jakby na kogoś czekały. 🌊
I pomyślałam, że trochę przypominają nasze życie.
Czekamy.
Na weekend.
Na urlop.
Na koniec ważnego projektu.
Na więcej pieniędzy.
Na spokojniejszy czas.
Na moment, kiedy wszystko będzie zrobione.
Tylko że wszystko nigdy nie będzie zrobione.
A chwilę później razem z przyjaciółką leżałyśmy na tych leżakach.
I właśnie wtedy pomyślałam, że może odpoczynek nie powinien być nagrodą za dobrze wykonane zadania.
Może nie musimy najpierw zasłużyć na chwilę przyjemności.
Może czasami wystarczy po prostu usiąść w swoim życiu.
Zatrzymać się.
Popatrzeć.
Poczuć wdzięczność za to, co jest, zamiast nieustannie wypatrywać tego, czego jeszcze nie ma.
Bo przecież zdrowie często zaczyna być naprawdę bezcenne dopiero wtedy, kiedy zaczyna go brakować.
Bliskość drugiego człowieka doceniamy czasem dopiero wtedy, kiedy tej osoby nie ma obok.
Czas staje się najcenniejszy, kiedy zaczynamy rozumieć, że nie możemy go kupić ani odzyskać.
Dlaczego więc tak często potrzebujemy straty, żeby zobaczyć wartość tego, co mieliśmy cały czas?
Może właśnie dlatego warto czasami zadać sobie bardzo niewygodne pytanie:
Za którym rogiem czeka moje szczęście?
Co jeszcze musi się wydarzyć, żebym poczuła, że moje życie jest wystarczająco dobre?
Czy naprawdę potrzebuję kolejnego sukcesu, kolejnego osiągnięcia, kolejnego potwierdzenia z zewnątrz?
A może potrzebuję czegoś zupełnie innego?
Potrzebuję przestać od siebie wymagać, żebym wciąż była kimś więcej, niż jestem dzisiaj.
To nie oznacza rezygnacji z marzeń.
Nie oznacza, że nie warto się rozwijać, działać, tworzyć i sięgać po więcej.
Chodzi o coś znacznie prostszego.
O to, żeby nie odkładać własnego szczęścia na później.
Żeby nie uzależniać poczucia własnej wartości od wyników.
Żeby nie czekać z odpoczynkiem do momentu, kiedy ciało samo powie „stop”.
Żeby nie odkładać życia na czas, kiedy wreszcie wszystko będzie idealne.
Bo być może nigdy nie będzie.
I może święty spokój, którego tak szukamy, nie znajduje się po drugiej stronie sukcesu.
Może nie jest nagrodą za to, że wystarczająco dużo zrobiliśmy.
Może przychodzi wtedy, kiedy przestajemy walczyć z tym, że życie nie wygląda dokładnie tak, jak sobie wymyśliliśmy.
Kiedy odpuszczamy potrzebę udowadniania.
Kiedy przestajemy porównywać się z innymi.
Kiedy zamiast kolejny raz pytać:
„Czego jeszcze mi brakuje?”
zaczynamy pytać:
„Czy potrafię zobaczyć to, co już mam?”
Bo być może Twój święty Graal wcale nie jest gdzieś daleko.
Może jest znacznie bliżej, niż myślisz.
W zdrowiu, które do tej pory brałeś za oczywistość.
W oddechu.
W zwyczajnym poranku.
W człowieku, który siedzi obok.
W przyjaźni.
W wolności.
W domu, do którego możesz wrócić.
W chwili, kiedy możesz położyć się na leżaku i przez moment niczego od siebie nie chcieć.
Może szczęście nie zawsze wygląda spektakularnie.
Czasami wygląda jak dwa leżaki na pomoście.
Jak słońce na twarzy.
Jak rozmowa z bliską osobą.
Jak śmiech.
Jak cisza.
Jak świadomość, że nie musisz być nigdzie indziej, żeby właśnie teraz być dobrze.
I może pewnego dnia zrozumiemy, że szczęście nie przyszło do nas z zewnątrz.
Ono było obok przez cały czas.
Tylko my byliśmy zbyt zajęci szukaniem go gdzieś dalej.
Dlatego dzisiaj zamiast pytać siebie, czego jeszcze potrzebuję, spróbuję zapytać:
Czy potrafię naprawdę docenić to, co już jest?
Zdrowie, zanim je stracę.
Bliskość, zanim ktoś odejdzie.
Czas, zanim minie.
Życie, zanim zacznę tęsknić za chwilami, które właśnie teraz przeżywam.
Bo może święty spokój zaczyna się właśnie tutaj.
Nie wtedy, kiedy mam wszystko.
Tylko wtedy, kiedy przestaję potrzebować, żeby wszystko było inne, żeby poczuć, że mam wystarczająco dużo.
OLA SIĘ ŚMIEJE...już TERAZ czuje szczęście, nie czeka, a Ty?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz