środa, 31 grudnia 2025

Zamknięte, otwarte. Mój 202

 Cześć, dzień dobry, dobry wieczór — zależnie od pory dnia, w której zaglądacie tu do mojej małej, wirtualnej przestrzeni.


Za "chwilę " przywitamy hucznie nowy 2026 rok,  a ja czuję tę cichą,  potrzebę, żeby zamknąć w słowach rok 2025, który właśnie odchodzi.
I wiecie co?
To nie będzie klasyczne podsumowanie z listą osiągnięć.
To będzie list wdzięczności.

Bo przede wszystkim jestem wdzięczna. Głęboko, spokojnie.

2025 był dla mnie rokiem, w którym nauczyłam się odwagi nie tylko do sięgania po nowe, ale i do delikatnego, acz stanowczego zamykania tego, co się już wyczerpało. Stare wzorce, relacje, które nie miały już dla nas przestrzeni, przekonania, które ograniczały. Pozwoliłam im odejść. Bez gwałtownych pożegnań, ale z ciszą i szacunkiem. A w te uwolnione miejsca weszło światło i oddech. I odwaga. Odwaga, by otworzyć zupełnie nowe drzwi, o których istnieniu wcześniej tylko marzyłam.

A w centrum tej zmiany była moja droga, moja podróż do siebie poprzez Jogę Kundalini. To nie było hobby ani chwilowa fascynacja – to była stała, codzienna pielgrzymka do własnego wnętrza. Jej zwieńczeniem i jednocześnie potężnym katalizatorem była 9-miesięczna Jupiter Kriya (Krija na Prosperity), którą w listopadzie ukończyłam. Te dziewięć miesięcy regularnej, dyscyplinowanej praktyki nie było po prostu ćwiczeniem ciała i umysłu. To było odsłanianie mojej własnej ścieżki do wolności. Pokazała mi, że moje prawdziwe prosperity to nie tylko kwestia materialna, ale przede wszystkim stan ducha: poczucie obfitości wewnętrznej przestrzeni, jasności celu i odwagi, by iść za własnym światłem.

Ten rok niósł ze sobą też piękne, geograficzne podróże, które odzwierciedlały tę wewnętrzną ekspansję. W pamięci mam migotliwość błękitnego morza, które zdaje się nie mieć końca. Ale mam też w sercu zupełnie inny obraz – górskie szlaki, które przymierzałam z synem i przyjaciółmi. Te wspólne wędrowanie, krok za krokiem, gdzie rozmowy płynęły swobodnie, a cisza między słowami była tak samo ważna. Zapach igliwia, uczucie zmęczenia w nogach na szczycie i ta nieopisana radość, gdy cały świat u naszych stóp. To była inna forma odkrywania – nie tylko świata, ale i siły naszej wspólnoty.
I oczywiście, te egzotyczne zapachy i smaki, które na zawsze zostaną w mojej pamięci.

Ale te wszystkie zewnętrzne podróże były nierozerwalnie splecione z tą wewnętrzną, jogiczną ścieżką. Każda góra zdobyta na zewnątrz przypominała mi o tej, którą pokonywałam w ciszy porannej medytacji. Każda nowa przestrzeń, którą zobaczyłam, odpowiadała nowej przestrzeni, którą odnalazłam w sobie.

Wdzięczność za ludzi. Za Przyjaciół z wielkiej litery – tych, którzy byli przy mnie blisko, którzy słyszeli moje milczenie i rozumieli mój śmiech, także tych, z którymi wspinałam się po górskich ścieżkach. Ich obecność to dar. Ale jestem też wdzięczna za tych, którzy w tym roku odeszli z mojej przestrzeni. Żegnam ich bez żalu, z przekonaniem, że nasze ścieżki spotkały się na tyle, na ile miały. Ich odejście nie było stratą, a częścią naturalnego porządku rzeczy. Dzięki temu wiem, jak cenić tych, którzy zostali.

To był dobry rok. Prawdziwy. Autentyczny. Pełen życia, od morskich fal po górskie wędrowanie, od porannej maty do szczytów codziennych wyzwań.

A teraz… teraz czeka na mnie 2026. I wchodzę w niego z zupełnie inną jakością, wypracowaną dzięki mojej praktyce. Z jasno widzianym, konkretnym marzeniem w dłoniach.
Z pragnieniem, które noszę w sercu od kilku lat, a które Jupiter Kriya pomogła mi uwierzyć, że jest nie tylko możliwe, ale i przeznaczone. Czasami tliło się ledwie, czasami płonęło jasno, ale nigdy nie zgasło. Teraz mam na nie przestrzeń, siłę, odwagę zdefiniowaną jako wolność wewnętrzną i niezachwianą wiarę, że moje prosperity jest moim naturalnym stanem.

Czekam na Ciebie, Nowy Roku.
Wchodzę w Ciebie z otwartymi ramionami, z lekkością jogina po głębokiej medytacji i z niegasnącą iskierką ciekawości w sercu. Z wiarą, że ścieżka, którą odkryłam, prowadzi dalej, w stronę spełnienia.


OLA SIĘ ŚMIEJE...Dziękuję, że tu jesteście. Dzięki, że podróżujecie ze mną.

czwartek, 25 grudnia 2025

Ode mnie dla Ciebie

 Cześć, dzień dobry, dobry wieczór.


Niech te Święta będą dla Ciebie czasem zatrzymania.

Prawdziwego. Czasem, w którym dasz sobie bezkarnie przestrzeń, by usłyszeć własny, wewnętrzny głos. Ten cichy i prawdziwy, który tak łatwo zagłusza gwar świata, listy spraw do zrobienia i nawet te najpiękniejsze kolędy. W tym wyjątkowym, rozświetlonym czasie życzę Ci odwagi spotkania ze swoją prawdą. Z tą piękną, która dodaje skrzydeł, i z tą trudną, której wolelibyśmy unikać. Żebyś mogła spojrzeć na siebie z czułą łagodnością, jak na przyjaciela, i po prostu przyjąć: „Tak, to też jestem ja”. Bez surowego osądu. Bez wygórowanych wymagań. Po prostu z uważnością.

Niech magia tych dni przyniesie Ci głęboką zgodę ze sobą.

To chyba największy dar, jaki możemy sobie ofiarować. Życzę Ci poczucia, że jesteś w domu we własnym sercu i ciele. Żebyś mogła odłożyć – choć na te kilka świątecznych wieczorów – ciężkie plecaki oczekiwań: tych, które sama na siebie nakładasz, i tych, które zdają się przychodzić z zewnątrz. Żebyś poczuła święty, czysty spokój płynący z prostej akceptacji: „Jestem, jaka jestem. To wystarczy. W tym momencie. Tak, jak jest.”

Niech światło betlejemskiej gwiazdy, które tak poetycko opisują, oświetli w końcu Twoją własną, niepowtarzalną drogę. A melodia kolędy niosącej pokój, niech zagości także w Twoim wnętrzu. Niech delikatnie wyharmonizuje to, co się sprzecza, i ukoi to, co wciąż potrzebuje pocieszenia.


Z najczulszą, świąteczną myślą,
Ola


OLA SIĘ ŚMIEJE... kieruję te życzenia do każdej osoby, która tu zajrzała. Do Ciebie. I proszę, przekaż je dalej – niekoniecznie tymi słowami, ale tą intencją. Bo świat potrzebuje więcej ludzi, którzy są w zgodzie ze sobą.

wtorek, 16 grudnia 2025

Inny grudzień

 Cześć, dzień dobry, dobry wieczór.


Dziś chcę się z Wami podzielić chwilą, która stała się dla mnie całym światem. Gdy grudniowe słońce dotyka mojej twarzy, czuję czyste, niezakłócone szczęście. To takie zaskakujące. Jeszcze niedawno ta pora roku była dla mnie synonimem szarości i wewnętrznego chłodu.


Wszystko się odmieniło, gdy odważyłam się zostawić za sobą to, co mnie ograniczało i ciągnęło w dół. W momencie, gdy zamknęłam drzwi do przeszłości – naprawdę je zatrzasnęłam – natychmiast, jak na magiczne skinienie, otworzyły się inne. Wiodą do przestrzeni, o których nawet nie śniłam. Wypełniają mnie one niepohamowaną lekkością, dziecięcą ekscytacją i – co najcenniejsze – głębokim spokojem. Odkryłam, że szczęście nie jest już odległym celem, do którego muszę biec. To stan, w którym po prostu jestem. Tu i teraz.



Mam nieodparte wrażenie, że wszechświat delikatnie mnie prowadzi, podsuwając znaki i spotkania w idealnym czasie. Moja wdzięczność za ten przełom nie jest tylko słowem. To moja najszczersza, cicha modlitwa. Dziękuję za odwagę, która przyszła wtedy, gdy byłam najbardziej bezbronna. Dziękuję za zmianę, która wydawała się straszna, a okazała się wybawieniem. Dziękuję za to miękkie, zimowe światło, które teraz rozumiem.


A teraz, z tą ufnością w sercu, szepczę w przestrzeń: pokaż mi, jak może być jeszcze piękniej. Jestem gotowa, otwarta i wdzięczna za każdy kolejny krok.


Pozdrawiam Was ciepło i trzymam kciuki za Wasze własne, ciche rewolucje.

poniedziałek, 15 grudnia 2025

Też tak masz?

 Cześć, dzień dobry, dobry wieczór —

kiedy to czytasz, witaj w moim już zimowym nastroju. Siadaj wygodnie, może pod kocem, z czymś ciepłym do picia. 





Zimą czuję, jak we mnie też coś zamiera.

I proszę, nie czytaj w tym rozpaczy — to raczej ulga. Jakby cała ta wewnętrzna machina, ten nieustanny przymus bycia „w ruchu”, „w działaniu”, „w wydajności”, wreszcie dostawała zgodę na zatrzymanie. Patrzę na uśpione drzewa, na zamrożoną ziemię, i myślę: one nie udają. Nie walczą z porą roku. One po prostu są w tym stanie zawieszenia.


A ja? Ja przez lata próbowałam być wiosną w środku stycznia. Zapalałam sztuczne słońce ambicji, nakręcałam się kawą i listami celów. I potem dziwiłam się, skąd we mnie ta listopadowa melancholia, to uczucie, że gasnę. Myślałam, że to brak słońca. A to był po prostu mój opór przed zatrzymaniem. Przed tym, by pozwolić sobie na bezruch.


Teraz już wiem. Gdzieś między grudniem a lutym, gdy dzień jest krótki jak westchnienie, a mróz szczypie w policzki — wtedy wreszcie odpuszczam. I w tej ciszy, w tym wytchnieniu, zaczyna się coś delikatnego, ale głębokiego.

Moje emocje, które przez resztę roku bywają jak rwąca rzeka, zimą krystalizują się. Oddziela się to, co istotne, od tego, co było tylko szumem. Smutek, jeśli przychodzi, nie rozrywa. Kładzie się jak ciężka, ale ciepła kołdra — pod którą czasem po prostu trzeba poleżeć i odczuć jego ciężar. Radość nie huczy fajerwerkami. Chowa się w parze z naparu z imbiru lub Złotego mleka, w mojej jodze, w geście drugiej osoby, która podaje mi rękawiczki, zanim zdążę o nie poprosić.


Zimą uczę się emocjonalnego minimalizmu.

Co jest mi naprawdę potrzebne do duchowego przetrwania? Które relacje dają ciepło, a które tylko wychładzają duszę? To czas na porządki w szufladach uczuć — na odłożenie starych uraz, jak swetry, które już nie grzeją, a tylko zajmują miejsce.

I ta izolacja — fizyczna, bo świat za oknem jest mniej gościnny, i ta wewnętrzna — wcale nie jest pustką. To przestrzeń. Gdy zewnętrzny świat się kurczy, ten wewnętrzny rozszerza się niespodziewanie. Słyszę wyraźniej własne myśli. Czuję rytm własnego oddechu. Widzę, gdzie jestem prawdziwie zakorzeniona, a gdzie tylko udaję korzenie.


Wiem już, że to nie jest zastój.

To pełnia innego rodzaju — pełnia skupienia, ciszy i energii, która zbiera się gdzieś głęboko, w najgłębszych warstwach mojego jestestwa. Tak jak drzewa gromadzą soki, by wiosną wypuścić liście, tak ja gromadzę to, co niewidoczne: cierpliwość, uważność, gotowość.

Nie walczę już z zimą w sobie. Pozwalam jej być. Na ucisk melancholii, na potrzebę dłuższego snu, na dni, kiedy jedyne, co potrafię, to po prostu być.

Bo pod tą warstwą śniegu, pod zmarzniętą skorupą codzienności — coś bardzo powoli i bardzo pewnie dojrzewa.

Nie wiem jeszcze, czym to będzie. Ale zimą nie trzeba wiedzieć. Zimą trzeba tylko ufać procesowi.


I pewnego dnia — nie w kalendarzu, ale w sercu — usłyszę w sobie cichy, nieuchwytny dźwięk pękającego lodu.

Będzie to pierwsza, najcichsza myśl o wiośnie.

Nie na zewnątrz.

We mnie.




OLA SIĘ ŚMIEJE...Dziękuję, że byłaś ze mną w tym wyciszeniu.

Jeśli masz ochotę, napisz w komentarzu — co w Tobie dojrzewa tej zimy? Albo po prostu zostań w swojej ciszy. Oba sposoby są dobre.





sobota, 13 grudnia 2025

Pożegnanie

 Cześć, dzień dobry, dobry wieczór! ✨


Dzisiaj przychodzę do Was z tekstem, który wykluł się w moim sercu – jako przypomnienie i deklaracja w jednym. To wpis o zaufaniu. O tym jedynym, najgłębszym, skierowanym wprost do życia.

Czasem trzeba pożegnać to, co stare i już nie służy. Nie z nienawiści, ale z szacunku – żeby zrobić przestrzeń na to, co nowe. A ja dziś tę przestrzeń otwieram na oścież. 🚪➡️✨

Ufam.
Ufam,że Wszechświat (Życie, Los, Bóg – nazwijcie to, jak chcecie) prowadzi mnie dobrze. Nawet gdy ścieżka wydaje się kręta, a znaki nieczytelne. Wierzę, że to, co życie mi przynosi, służy mojemu najwyższemu dobru. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wygląda jak… kamień w bucie. 🧦👟 Może po to, żebym zwolniła? Albo spojrzała w zupełnie inną stronę?

Dlatego dzisiejszy dzień jest dla mnie Dniem Pożegnania. Ale nie dniem smutku.
To dzień mocy i radości! 💪😄
To dzień,w którym z wdzięcznością wypuszczam z dłoni to, co się przeżyło. Zamiast kurczowo trzymać przeszłość, rozluźniam palce i obserwuję, jak odpływa. A w sercu rodzi się wolność i lekkość.

Niech się dzieje! – to moje dzisiejsze motto. Odpuszczam potrzebę kontroli. Zastępuję ją ciekawością i otwartością. Co nowe nadejdzie? Jakie możliwości czają się za rogiem? 🦋

Robię miejsce. Mentalnie, emocjonalnie, czasami i fizycznie. Otwieram okna, wyrzucam zbędne myśli, odsuwam zasłony. Wpuszczam światło na nowy rozdział.

I robię to z miłością. Do siebie, do procesu, do życia z jego mądrym, często zagadkowym planem.

Piszę to także dla Was. Może potrzebujecie dziś takiego przypomnienia? Może stoicie na podobnym progu? 🚶‍♀️🚪

Pamiętajcie:
Jesteście prowadzeni.Nawet gdy nie widzicie drogi. Ufajcie. Żegnajcie z wdzięcznością. Witajcie z odwagą.


OLA SIĘ ŚMIEJE...żegna z wdzięcznością i wita z odwagą 



czwartek, 11 grudnia 2025

Moje slow life

 Cześć, dzień dobry, dobry wieczór.


Zapraszam Was dziś do mojego świata, który – wbrew pozorom – wcale nie jest skomplikowany. Jego kluczem jest jedna, prosta zasada: lubię sprawiać sobie przyjemności.




I nie mówię tu tylko o tych dużych, wyczekiwanych celebracjach. Mówię o tych zupełnie malutkich, codziennych decyzjach na „tak”. O filiżance kawy w ulubionej kawiarni, o zachodzie słońca obejrzanym zamiast scrollowania, o kupieniu sobie bukietu kwiatów wazonu. To one są spoiwem moich dni.

To z nich wyrasta mój zachwyt nad zwykłym życiem. Bo kiedy zwalniam, dostrzegam magię w detalach: w sposobie, w jaki światło rysuje cienie na ścianie, w smaku zielonej matchy, w dźwięku ptaków za oknem mimo zimy. To nie jest naiwność – to uważność. Wybór.

I temu wyborowi towarzyszy wdzięczność. To nieustanne, ciche „dziękuję”. Za ciepły sweter, za spokojny oddech, za dach nad głową, za uśmiech od bliskiej osoby. Praktykuję ją jak codzienny rytuał. To ona uczy mnie, że wszystko, co mam, jest darem. Nawet – a może przede wszystkim – to, co małe.

Bo nadaję znaczenie małym rzeczom. Dobre słowo, wysłuchane z uwagą. Niespieszna rozmowa. Spacer z  przyjaciółką. Czuły gest w przejściu. W tych drobnych aktach życzliwości kryje się prawdziwa moc budowania ciepła między ludźmi. I budowania własnego, wewnętrznego spokoju.

Wszystko to prowadzi mnie do sedna: do mojego slow life. Dla mnie to nie modny hashtag, a styl bycia. To chwila zatrzymania. Świadoma decyzja, by po prostu BYĆ. Nie gonić, nie planować kolejnego kroku, ale poczuć pod stopami ziemię, zapach w powietrzu, własne bicie serca. To w tej pauzie odnajduję siebie i prawdziwy smak życia.

Życie nie dzieje się tylko w wielkich wydarzeniach. Ono pulsuje właśnie w tych małych, zwykłych-niezwykłych chwilach. Wystarczy się zatrzymać, żeby je usłyszeć.



OLA SIĘ ŚMIEJE...życzy Wam dziś choć jednej takiej świadomej, małej przyjemności.


środa, 10 grudnia 2025

Kocham je...

 Cześć, dzień dobry, dobry wieczór! ✨


Sięgnęłam dzisiaj do mojego najstarszego, najwierniejszego i najbardziej niezawodnego sposobu na szczęście – na spacer. I pomyślałam, że właśnie o tym chcę Wam napisać. Bo spacery kocham od zawsze. To nie jest chwilowy trend czy postanowienie, to cząstka mnie, mój oddech, mój rytm. Szczególnie te długie wędrówki, podczas których czas się rozciąga, a myśli znajdują swoje właściwe miejsca.



Moje serce bije mocniej w dwóch sceneriach: gdy mam przed sobą bezkres morza 🌊 i gdy otula mnie szelest parkowych alejek 🍃. Brzeg morza to przestrzeń absolutna – horyzont, który oczyszcza głowę, rytm fal, który wybija wszystkie troski. Park to z kolei bezpieczna, czuła przystań – zapach ziemi, koncert ptaków i te plamy światła przesianego przez liście. To dwa różne światy, a w obu czuję się… u siebie.


I nie ma dla mnie znaczenia pora dnia – każda ma swój urok. Poranek to pobudka dla zmysłów, świeżość, zapowiedź dnia pełna nadziei. Wieczór to czas wyciszenia, podsumowania, miękkiego światła i pierwszych gwiazd. ☀️🌙


Równie kocham spacer w towarzystwie ukochanej przyjaciółki, kiedy kilometry mijają w trakcie zażartych rozmów, śmiechu i wspólnych milczeń. Ale cenię też te chwile, gdy jestem tylko ja – moje kroki, mój oddech, mój wewnętrzny dialog. To wtedy najczęściej przychodzą do mnie najlepsze pomysły lub po prostu… spokój.


I właśnie to jest w spacerach najpiękniejsze: są dla każdego. Nie potrzebujesz specjalnego sprzętu, kondycji ani planu. Potrzebujesz tylko chęci i drzwi, które możesz otworzyć. A korzyści? Są ogromne i dotykają każdej sfery życia:


· Dla ciała: Dotlenienie, lepsze krążenie, mocniejsze serce, ruch dla stawów. To delikatna, regularna troska o swoją fizyczność. 💪

· Dla umysłu: Naturalny reset. Stres się rozprasza, gonitwa myśli zwalnia. To najskuteczniejsza forma medytacji, jaką znam – medytacji w ruchu. 🧠

· Dla ducha: Połączenie z przyrodą, poczucie wolności, wdzięczność za otaczające piękno. To moment, by poczuć się częścią czegoś większego. 🌿

· Dla relacji: Wspólny spacer to często najlepsza rozmowa. Albo najlepsze wspólne milczenie.


Dlatego moja rada na dziś, na zawsze, jest taka: idź. Idź samotnie lub z kimś bliskim. Idź nad morze, do parku, po swojej własnej dzielnicy. Idź rano, aby zacząć dzień z energią, lub wieczorem, by go łagodnie zamknąć. Po prostu wyjdź. Buty to jedyny potrzebny bilet na tę najcenniejszą podróż – podróż do siebie i do świata wokół.


OLA SIĘ ŚMIEJE...kocha spacery 

wtorek, 9 grudnia 2025

Świadome jedzenie

 Cześć, dzień dobry, dobry wieczór! ✨


Zapraszam Was dziś do mojej kuchni – ale nie tej z przepisami na wykwintne dania. Do kuchni, która stała się moim warsztatem dobrego samopoczucia, moim laboratorium energii i jedną z najważniejszych praktyk uważności.


Chcę Wam opowiedzieć o moim  świadomym odżywianiu – nie jako o chwilowej diecie czy liście zakazów, ale jako o codziennym, pełnym szacunku dialogu z własnym ciałem.


Moje filary? Proste i czytelne:


· Jak najmniej przetworzone produkty. Sięgam po to, co najbliższe naturze, co nie ma mile długiej listy składników „E”. To szacunek dla ziemi i dla siebie.



· Kiszonki. Mój naturalny sojusznik odporności i dobrego trawienia. Ogórki, kapusta, buraki – w nich kryje się życiodajna moc fermentacji.

· Warzywa i owoce w całej palecie kolorów. One nie tylko cieszą oko, ale dostarczają konkretnych witamin i antyoksydantów. Im więcej kolorów na talerzu, tym lepiej.

· Zielone koktajle. Mój ulubiony sposób na „zjedzenie” porcji zieleniny, gdy czas goni. Szybki, odżywczy zastrzyk chlorofilu o poranku.

· Przyprawy. To magia! Kurkuma, imbir, cynamon – nie tylko podkręcają smak, ale mają działanie przeciwzapalne i rozgrzewające. To jedzenie jako profilaktyka.

· Kasze. Komosa, jaglana, gryczana – mój podstawowy, sycący i pełnowartościowy fundament obiadu. Dają energię na długie godziny.

· Uważność w doborze. Czytam etykiety. Zastanawiam się, skąd pochodzi jedzenie. Wybór w sklepie to już pierwszy krok świadomej konsumpcji.

· Samodzielne przygotowywanie posiłków. To dla mnie akt kreatywności i najwyższej troski. Wiem dokładnie, co ląduje w garnku, a potem na moim talerzu. To moja medytacja w ruchu.


Punkt zwrotny: Ścieżka jogi kundalini.


Muszę Wam powiedzieć, że prawdziwej rewolucji w tym temacie dokonało wejście na ścieżkę jogi kundalini. Ta praktyka nauczyła mnie, że jedzenie to nie tylko materia. To przede wszystkim energia (prana). To, co i jak jemy, bezpośrednio wpływa na nasze pole energetyczne, na umysł, na emocje.


Kundalini joga wyostrzyła moją intuicję. Nauczyłam się wsłuchiwać, czego naprawdę potrzebuje moje ciało, a nie tylko co podpowiada zachcianka. Jedzenie stało się rytuałem – momentem zatrzymania, wdzięczności za pożywienie, celebracji prostego posiłku.


Dlaczego to wszystko robię? Moja najgłębsza motywacja.


Jem świadomie, bo doświadczam tego każdego dnia: zdrowe, silne ciało to także zdrowy, spokojny i odporny umysł. To nierozerwalny duet. Kiedy odżywiam się czysto, mam więcej witalności, moja koncentracja jest lepsza, a wewnętrzny spokój – głębszy. To jest ten fundament, który pozwala mi stawiać czoła wyzwaniom z większą lekkością i radością.


To nie jest droga perfekcjonizmu. To jest droga świadomości i życzliwości dla siebie. Czasem będzie to idealnie zbilansowany posiłek, a czasem… po prostu coś, co sprawi przyjemność duszy. Klucz leży w równowadze i w byciu obecnym.


OLA SIĘ ŚMIEJE..lubi wartościowe jedzenie 

piątek, 5 grudnia 2025

Granice

 Cześć,  dzień dobry,  dobry wieczór 


Kiedy zaczynasz stawiać granice i stajesz po swojej stronie, wkraczasz w swoją prawdę. Zbliżasz się do siebie.


I wtedy… często stajesz się „niewygodny”.

Słyszysz zdziwione,a czasem pełne zarzutu: „Zmieniłaś się. Jesteś inna.” 😐

To proste– przestajesz mówić „tak” światu na siłę, a zaczynasz mówić „tak” sobie. I to bywa rewolucją dla tych, którzy przywykli do twojego starego „ja”.


Czasem odsuwają się. Czujesz, jakbyś zostawał sam. To moment zwątpienia, ale… to także PRZEŁOM. 🕊️


Bo w miejsce, które robi się puste, wchodzą nowi ludzie.

Ludzie, którzy nie muszą rozumieć twoich granic – oni je po prostu SZANUJĄ, bo sami znają wartość swoich. To uczucie, gdy nie musisz się tłumaczyć, jest bezcenne. 💎


I tak… zaczyna się nowe życie. W zgodzie ze sobą. W swojej prawdzie. Bez kompromisów, które ranią duszę.


To nie jest proces odrzucenia – to proces WYBORU. Wyboru siebie. A kiedy wybierasz siebie, świat magicznie podstawia ci tych, którzy są na twojej fali. 🌊


Jeśli właśnie jesteś w tym momencie przemiany – trzymam za Ciebie kciuki. To znak, że idziesz we właściwym kierunku. Droga do autentycznego życia wiedzie przez odwagę bycia sobą. Nawet, jeśli oznacza to pójście na początku samotnie.


Nowe życie czeka. Twoje życie. W Twojej prawdzie. ✨





OLA SIĘ ŚMIEJE...STAJE W SWOJEJ PRAW

Grudzień

 Cześć, dzień dobry, dobry wieczór. 


Siadam w swoim zielonym fotelu. Wybieram nieucieczkę. Nie porywa mnie wir prezentów, porządków, zakupów, "obowiązkowych" spotkań. 


Odpuszczam. 


W spokoju, który jest moim świadomym wyborem, robię przestrzeń. 


Na parapecie stoją, kupione dzisiaj, małe, białe domeczki. Ich okna są żółtymi plamami światła. 

Patrzę na nie i myślę, że każdy z nich mógłby być osobnym światem. Światem, w którym nie trzeba biegać, krzątać się, spełniać oczekiwań. 


W dłoniach trzymam szklankę z herbatą. Ciepło przenika przez szkło, rozchodzi się po palcach, uspokaja.

I wtedy wkracza ten zapach.






Pomarańcza, której skórkę skrobię paznokciem, uwalniając ostry, słoneczny olejek. Goździki jak małe, drewniane gwiazdeczki. Cynamon – ciepły, słodkawy, jak objęcie. I imbir, który przecina wszystko i rozgrzewa od środka. 


Piję powoli. 


W pokoju panuje cisza. Nie jest to cisza pusta czy przytłaczająca. Jest gęsta, pełna. Wypełnia ją zapach przypraw i miękkie światło lampek. 


I czuję to. Czułe, ciche szczęście🤍. To głębokie, spokojne przekonanie, że w tym właśnie momencie, w tym małym, oświetlonym kącie, wszystko jest tak, jak ma być. Że szczęście nie zawsze jest w wielkich wydarzeniach, w tłumie, w gwarze. Czasem jest właśnie w tym: w świadomym wycofaniu się. 


Grudzień bez śniegu na zewnątrz jest szary i goły. Ale wewnątrz, w świetle tych małych domków i w cieple tej herbaty, rozkwita inny rodzaj magii. Magia obecności. Magia wystarczającości tego jednego, doskonałego momentu.


OLA SIĘ ŚMIEJE...LUBI MOMENTY ZATRZYMANIA

niedziela, 30 listopada 2025

Niedziela

 Cześć,  dzień dobry, dobry wieczór 


Jadę. Po prostu jadę. Wał, twardy grzbiet jest moją ścieżką, moją drogą do niczego. Rower🚴 niemal nie wydaje dźwięku, tylko cichy szum opon po nierównej płycie i delikatny zgrzyt piasku. 


I wiatr. On nie jest przeciwnikiem, nie walczę z nim. On jest moim towarzyszem, moją siłą.  Czasem uderzy z boku, zmuszając do lekkiej korekty kierunku, jakby chciał przypomnieć: 

"Hej, ja tu jestem. Czujesz?" 

 Czuję. 

W jego szumie słyszę czystość. 

Zmywa ze mnie cały kurz codzienności, wszystkie "muszę" i "powinnam". 

W jego oddechu jest wolność. 




A przede mną – pusta plaża.🌊 Bezkresna, jaśniejsza taśma piasku, po której fale rysują wzory i natychmiast je wymazują. Ta przestrzeń dzisiaj należy tylko do mnie. Jestem intruzem, który nie narusza jej spokoju, a tylko mu się przysłuchuje. Jestem gościem, któremu natura odsłania swoje najcichsze, najskrytsze oblicze. 


I wtedy to przychodzi. 

To ciche, promieniujące ciepło, które rodzi się gdzieś w splocie słonecznym i rozlewa się po całym ciele. To szczęście☺️. 


Wolność mija szczęście na tej wąskiej ścieżce. One nie są tym samym. 

Wolność jest tą pustką, tym wiatrem, tą możliwością pedałowania w nieskończoność. 

A szczęście? To jest wewnętrzny uśmiech, który odpowiada na tę wolność. 

To zgoda, która nie wymaga słów. W tej chwili nie chcę być nigdzie indziej. Nie myślę o tym, dokąd jadę. Nie myślę o tym, skąd przybywam. Po prostu jestem. 


Jadę dalej. Wiatr owiewa twarz, słońce☀️ grzeje plecy, a koła wycinają kilometry, które nie mają znaczenia. To jest mój moment. Czysty, ulotny, doskonały. Chwila, w której wolność i szczęście jadą ramię w ramię na rowerze, wzdłuż pustej plaży. I nic więcej się nie liczy. 





Taka dzisiaj ta moja niedziela. 


Wolność

 Cześć,  dzień dobry, dobry wieczór 




Temat Wolności wraca do mnie juz od dawna, koedys byla sla mnie nieosiągalna teraz czuję, ze to moja prawda...wolność jest moim najcenniejszym przywilejem. Stan, który wybrałam i który codziennie pielęgnuję. 


Od dawna już cieszę się tą wolnością, bo zrozumiałam, że wszystko – nawet miłość – zaczyna się od decyzji, że wolno mi. 


Wolno mi żyć we własnym rytmie, nie gonić za niczym, co nie jest moją gonitwą. Nie muszę się spieszyć, by dotrzymywać kroku komukolwiek. Moje tempo jest święte. 


Wolno mi mieć własne zdanie, nawet jeśli będzie samotną wyspą na oceanie powszechnej zgody. To zdanie jest odbiciem mnie, moich przemyśleń i wartości. 


Wolno mi podejmować decyzje z myślą wyłącznie o tym, czy coś mi służy. To najwyższa forma odpowiedzialności – przed samą sobą. Wybieram to, co dla mnie dobre, co mnie buduje, a nie rujnuje. 


Wolno mi mówić „nie”, kiedy myślę „nie”. To krótkie słowo jest tarczą, która chroni mój czas, energię i godność. Nie wymaga tłumaczeń. 


Wolno mi odmawiać bez poczucia winy. Odmowa nie jest brakiem uprzejmości, lecz aktem samo-szacunku. 


Wolno mi być samą, kiedy tego pragnę. W tej samotności nie ma pustki – jest przestrzeń na oddech, na bycie w 100% ze sobą, bez żadnych masek. 


To jest właśnie wolność wyboru. Wyboru, co robić, z kim być, jak układać dni swojego życia. 


Ten przywilej – wolność – cenię najbardziej. To mój skarb, który codziennie ocieram jak talizman. I cieszę się nim każdego poranka, każdego wieczoru. Ona nie jest stanem statycznym, ona jest drogą. To ona pokazuje mi ścieżkę do rozwoju, do stawania się lepszą, silniejszą, bardziej świadomą  mnie. Ona jest kompasem, który prowadzi mnie zawsze w kierunku mojego własnego, prawdziwego „ja”.


OLA SIĘ ŚMIEJE...CZUJE SIĘ WOLNA

sobota, 15 listopada 2025

Urodzona w mistrzowskiej wibracji 11

Cześć,  dzień dobry,  dobry wieczór. 

Czas tegorocznych urodzin trwał kilka dni.

Spotkania, radości,  uśmiechy,  życzenia.

Co roku moje urodziny dają mi wiecej radosci i wolności.



 11.11.

Dzień moich urodzin 

Czuję, że jestem Kobietą, która zakorzeniła się we własnym życiu. 


Stoję dziś na szczycie czterdziestu siedmiu lat nie jak na stosie przeżytych dni, ale jak w rozległym, własnym ogrodzie, który z miłością i cierpliwością pielęgnowałam.

I w tym dniu, zamiast wyliczać kolejne zdobyte lata zatrzymuję się, by z wdzięcznością 🙏🫶objąć wzrokiem całe to piękno, które wyrosło z moich wyborów, trudów i nadziei. 


Moja wdzięczność to nie tylko ulotne "dziękuję". To głęboka, wybrzmiewająca  pewność. 


Jestem wdzięczna za drogę.

Za to,że zamiast błądzić po cudzych ścieżkach, odnalazłam swoją. Za każdy krok rozwoju, który był aktem odwagi i miłości🤍 do siebie. Za spełniane marzenia – te, które są wielkimi podróżami, i te, które są codziennym, małym cudem. 


Jestem wdzięczna za ludzkie pejzaże.

Za bliskich, którzy są moim domem poza murami. Za przyjaciół, z którymi czas nie mija, a nabiera wartości. Za nauczycieli, nawet tych surowych, którzy przybierali postać trudnych doświadczeń. To oni, cios po ciosie, wykuwali mądrość, która dziś mnie stanowi. Patrzę na dorosłe dzieci – to najcenniejszy owoc, powód do cichej, niezmiernej dumy i spokoju. 


Jestem wdzięczna za stan swojej duszy.

Za to,że w swoim życiu się rozgościłam. To może najpiękniejszy wyraz samorealizacji. Nie jestem w nim gościem, lecz gospodynią.

Jest Mi w nim dobrze. 


A na horyzoncie, już w przyszłym roku, czeka kolejne spełnione marzenie, które kiełkowało od dawna. Życie nieustannie się przede mną otwiera. 


"Życzę sobie wspaniałości" – to zdanie, które wieńczy ten dzień. To nie zachcianka, lecz deklaracja. Świadome postanowienie, że to, co najlepsze, jest mi nie tylko dane, ale i przeze mnie przyjęte. 


Jestem więc dziś Wdzięcznością wcieloną. Aleksandrą która wie, że życie to nie zbieg okoliczności, ale dzieło sztuki, które współtworzyłam z Losem. I to dzieło jest piękne. 


Niech ten kolejny rok będzie pasmem wspaniałości, które sobie życzę, bo na nie w pełni zasługuję.


Kolejny rok bedzie bardzo ważny. Już powoli materializuje się moje życiowe marzenie. Jest to dla mnie wyzwanie , zarówno mentalne jak i fizyczne. 

Czekam na ten wyjątkowy kilku miesięczny peoces i mam zaufanie,  ze je spełnię to marzenie. 


OLA SIĘ ŚMIEJE...czuje lekkość w swoim życiu 


wtorek, 9 września 2025

Światło

Cześć,  dzień dobry, dobry wieczór 

Zatrzymałam rower  i spojrzałam na te promienie światła przebijające się przez drzewa.


            

Przyszła do mnie myśl:

"Nie przyciągam tego, czego chcę, ale to, czym jestem w swoim wnętrzu." 

Moj wewnętrzny stan jest jak kamerton – przywołuje z zewnętrznego świata tylko te doświadczenia, które są z nim w rezonansie. 

Gdy mam w sobie spokój i pokój jestem jak tafla jeziora, która odbija niebo. Moj umysł jest wyciszony, serce otwarte, a decyzje płyną z miejsca zrozumienia, a nie lęku. 


W takim stanie:

· Przyciągam ludzi o podobnej energii.

· Konflikty gasną, zanim jeszcze wybuchną

· Dostrzegam rozwiązania tam, gdzie inni widzą tylko problemy.

· Tworzę wokół siebie aurę bezpieczeństwa i zaufania, do której inni lgną jak do oazy. 


Gdy walczę: 

Jesten jak wzburzone morze. Energia walki jest energią oporu, konfliktu i agresji. Wysyłam w świat sygnał: "Jestem w stanie wojny". 


W odpowiedzi:

· Przyciągam przeciwników i sytuacje, które wymagają walki.

· Widzę wrogów tam, gdzie są tylko ludzie o innych poglądach.

· Moje życie staje się polem bitwy, bo tak je postrzegam.

· Jestem w ciągłej gotowości, co jest wyczerpujące i oddala  pokój. 


Wiec chcę byc jak światło ✨️ 


Światło nie walczy z ciemnością. 

Ono po prostu jest, a ciemność ustępuje w jego obecności. 


Jak być światłem? 


1. Zaczynam od siebie. Dbam o swój wewnętrzny spokój poprzez medytację,  spacery w naturze, głębokie oddechy. 


2. Świadomie wybieram myśli. Zamiast karmić się lękiem i gniewem, karmię nadzieją i wdzięcznością. To, na czym skupiam uwagę, rośnie. 


3. Reaguję,  nie reaguję. W obliczu czyjegoś gniewu lub prowokacji, odpowiadam  spokojem. To przerywa błędne koło przemocy. 


4. Reagujeę współczuciem. Zrozumienie, że osoba która rani, sama jest w ciemności i walce, pozwala nie brać jej słów do siebie i nie odpowiadać tym samym. . 


Wiem,  że to światło, które wysyłam, wraca do mnie. 


Wiem, źe  prawdziwa zmiana zaczyna się od ciszy i uporządkowania własnego wnętrza. To staje  się żywym zaproszeniem dla pokoju, miłości i światła. I to zaproszenie jest tak silne, że świat na nie odpowiada. Sprawdziłam 😉


OLA się śmieje...promienieje 

sobota, 30 sierpnia 2025

Energia podąża za uwagą

 Cześć,  dzień dobry,  dobry wieczór. 

Pojawiam się tutaj bardzo rzadko, nawet ostatnio podczas swojej praktyki pomyślałam o usunięciu bloga.

Jednak jeszcze mnie "coś " tu trzyma, czuję,  że  to jeszcze nie ten czas.

Mam przed soba wazny projekt i możliwe, że to tu właśnie będę o nim pisać. 





Ta teraz ważne słowa,  ktore kreują moją rzeczywistość od dłuższego czasu.

🌀 "energia podąża za uwagą" to przypomnienie, że jestem kierowniczką swojego wewnętrznego świata. 

Kierując swoją uwagę – czyli to, o czym myślę i co czuję– mam realny wpływ na jakość swojej energii, a przez to na jakość swojego życia. 

Dlatego inwestycja w pozytywne myślenie to inwestycja w siebie. 

Nie jest to na początku łatwa droga, jednak warto nią iść i nawet jeśli podchodzisz do tego sceptycznie, z czysto praktycznego punktu widzenia skupianie się na pozytywnych aspektach jest po prostu opłacalne.

Ja to sprawdzam na sobie i uczę się tego każdego dnia i wiem, że mogę :


✨️1. Kształtować swoją rzeczywistość: To, co postrzegam jako "prawdziwe", zależy od tego, na co patrzę. Dwie osoby w tej samej sytuacji mogą mieć zupełnie inne doświadczenia w zależności od tego, na czym się skupią.


💫2. Mam więcej energii i motywacji: Pozytywne myślenie i wdzięczność ładują mwoje wewnętrzne baterie🔋. Mam więcej siły, aby zmierzać do swoich celów, zamiast marnować energię na zamartwianie się.


👌3. Lepiej radzę sobie z wyzwaniami: Widząc również dobre strony trudnej sytuacji, łatwiej jest znaleźć rozwiązania i wytrwać.


😄4. Przyciągam pozytywnych ludzi i okazje: Ludzie naturalnie lgną do tych, którzy emanują dobrą, optymistyczną energią. Otwieram się tym samym na nowe, korzystne relacje i możliwości.


WAŻNE: To NIE jest to samo, co tłumienie emocji!


 "skupianie się na pozytywach" nie oznacza ignorowania problemów lub udawania, że wszystko jest idealnie. Chodzi o zmianę proporcji.


1. Zauważam problem (negatywny aspekt) – to zdrowe.

2. Przeżywam emocje z tym związane (smutek, złość) – to konieczne.

3. Ale potem świadomie przesuwam uwagę na pytania: "Czego mogę się z tego nauczyć?", "Jaki jest jeden mały, pozytywny krok, który mogę teraz zrobić?", "Za co i tak mogę być wdzięczny w tej sytuacji?".

Dlatego uważnie wybieraj swoje mysli, bo one nadają kierunek Twojemu życiu. 

✨️Co Ty o tym myslisz? Moze masz podobne doświadczenia?


OLA SIĘ ŚMIEJĘ...jest kierowniczką swojego życia 

sobota, 18 stycznia 2025

JESTEM

Cześć, dzień dobry, dobry wieczór. 

Dzisiaj przeglądając swoje konto na Instagramie, weszłam w swoje bio i otworzyłam  link do tego bloga.

Zobaczyłam,  że minął niemal rok, od kiedy pojawił się ostatni post. Przeczytałam poprzednie,  dawne posty.

Cofnęłam się  do tamtych chwil i tamtych sytuacji.  Świetne uczucie,  spojrzeć za siebie i zobaczyć,  jak wiele się  zmieniło przez  rok. Jaki znowu zrobiłam postęp w drodze do mojego Ja. 



Jak się zmieniałam😀

Pierwsza moja myśl.  

Jestem już mentalnie,  w końcu dorosła. Hurrra. Czuję,  że świadomie podejmuję decyzje i ponoszę ich konsekwencje. Bardzo mi się to podoba.

Już umiem się cieszyć tym, co przyniosły mi moje życiowe doswiadczenia i czuć ogromne szczęście. Już nie boję się,  że "zapeszę ".  Mogę o tym mówić głośno.

Wiem, że szczęście,  to wybór. To patrzenie innymi oczami. Już wiem, że nie ważne w jakim żyję świecie,  ale jaki świat żyje we mnie. 

Potrafię mówić głośno co myślę i co czuję,  stawiam granice.

Potrafię mówić stanowcze NIE, po to żeby stać przy Sobie i być ze Sobą w zgodzie.

Nie daję zgody na przekroczenia moich granic, z tego jestem najbardziej dumna.

💫

Pożegnałam rok 2024.  Rok bardzo dynamiczny,  pełen podróży w miejsca dobrze mi znane i całkiem nieznane i egzotyczne. ☀️🛫⛴️🧭🏔🏞🌍🫂🌊

Zachwycałam się górami, jeziorami   morzem, nie tylko bałtyckim. Byłam w wielu miejscach w kraju i za granicą. To były takie nie do końca zaplanowane na rok 2024 wyjazdy, a raczej  niespodzianki od wszechświata.  Spedzałam czas z różnymi ludźmi.  Bardzo "moimi" i niemal lub całkiem obcymi.

Mogłam się od niech uczyć, obserwować w rożnych sytuacjach i wyciagać wnioski.  I żeby była jasność,  każda z tych osób dała mi lekcje.  Jedne mało przyjemne,  a inne bardzo budujące i odkrywające moje potencjały. 

💫

Rok 2024 to był rokiem ,  w którym odkrywałam nowe cząstki Siebie🙏🤍🌸na warsztatach jogi, oddechu, w bliskości z naturą i w ciszy na swojej macie. 

Każdą z tych cześci przytulałam z miłością❤️ 

💫

Pozostałam wierna swojej ukochanej jodze kundalini. Na mojej drodze stanęli nowi nauczyciele jogi, bym jeszcze bardziej mogła zagłębiać się w jej niesamowitą moc. Każdy nauczyciel, to cudowana energia i "morze" wiedzy i sposobów na regulacje emocji. 

Ostatnio nawet w dość ostrej rozmowie z moją Mamą, kiedy zareagowałam impulsywnie, Mama zadała mi pytanie: "To po co ta Twoja joga, jeśli jeszcze coś Ciebie denerwuje"?

Tak. Moja joga nie ma mnie uspokoić,   zamknąć mi usta i wyłączyć niewygodne emocje, ale dać odwagę, do wyraża siebie i swoich emocji. Do zauważenia i transformowania energii. Joga kundalini jest nieodłącznym codziennym sposobem na mój rozwój. 

💫

Idąc dalej.  Z  większą uwagą zaczęłam przyglądać się swojemu ciału i słuchać tego co mówi.  Wiem jak reaguje kiedy jestem zła, smutna, kiedy cos mnie boli, kiedy jestem radosna czy szczęśliwa. 

Mój sposób odżywiania, codzienne rytuały, długość i jakość snu i wybory: co oglądam,  czego słucham,  z kim spędzam czas, jak spędzam czas, jak i kiedy się ruszam, jaka jest moja aktywność fizyczna.

Robię to z pełną świadomością. Jak powrót do naturalnych paznokci, czy włosów. 

Tak,  widzę jak upływa czas, bardzo mi się to podoba.  Moja srebrne włosy pojawiają się coraz szybciej i w większej ilości.  Nie ujmuje to mojej urodzie. Czuję się dobrze w tym jak wyglądam.

I tak, czasem ktoś zada pytanie, czy to celowe. Uśmiecham się  wtedy, wiem że nie każdy ma na to odwagę. Niektorzy chcą  zakryć  postęp czasu. Zupełnie tego nie oceniam.

Dzięki nauce Ajurwedy wiem, jak  mogę wpływać,  nie na odmładzanie siebie,  ale na świadome spowalnianie procesu starzenia. Wiedza ta, pozwala holistycznie patrzeć na siebie, łącząc w harmonii ciało,  umysł i  duszę.



💫

Rok 2024 , w którym wszechświat pokazał, że trzeba odchodzić  od miejsc, ludzi i sytuacji, które już nie dla mnie. 

To też potwierdzenie, dobrych decyzji, sprawdzenie, że zawsze są obok osoby, na które mogę liczyć. 

💫

Końcówka starego roku, wskazała mi temat Neurografiki🖍. Fascynujące procesy w rysowaniu neurograficznych algorytmów, to kolejna moja droga, ktora stoi otworem,  a ja w nią idę 




I ta nowy rok weszłam  z zaufaniem,  odwagą i nadzieją. Stworzyłam swoją mapę marzeń i wiem, że ta marzenia się spełnia,  bo dla wszechświata nie ma rzeczy niemożliwych. 


OLA SIĘ ŚMIEJE...JESTEM